sobota, 10 grudnia 2016

...

Mimo prób prowadzenia trzech a na samym końcu - dwóch opowiadań, muszę w końcu to zakończyć. Powiedzieć sobie i bloggerowi stop!.
Kiedy zaczynałam, odczuwałam radość pisząc swoje opowiadania oraz oczekując kolejnych opinii. To minęło a wraz z tym wena i jakiekolwiek chęci do rozkręcania nowych historii, wątków oraz wplątywania nowych bohaterów w nie.

Z bloggera nie znikam całkowicie. Dlatego powstała moja Podstrona, która jest całkowicie poświęcona Wam i waszym opowiadaniom.

Mam nadzieję że mnie zrozumiecie.

Kocham <3
Beamore :)

PS : może kiedyś wróci tęsknota za pisaniem i pojawi się coś nowego :)

poniedziałek, 28 listopada 2016

9.

... - Zapewne jestem według Ciebie kimś, kto ma gdzieś stan dziewczyny, na której mi zależy i wyładowuje swoje popędy nawet jeśli w grę wchodzi agresja?. - Zadał dosadne pytanie patrząc jej głęboko w oczy.
Jego twarz była z kamienia, przez co dziewczyna miała spazmatyczny oddech pełen paniki. Nienawidziła takich sytuacji, takich reakcji ani takich ludzi, na których kreował się w tamtej chwili brunet.
Leżeli tak długi czas a blondynka pod wpływem ciężaru ciała dziewiętnastolatka czuła uderzające gorąco na ciele, jak również i na policzkach przez własne zawstydzenie. - Nie jestem taki a to co się dzieje to tylko wymysł twojej wyobraźni skoloryzowanej paniką i feminizmem. - Oderwał się niechętnie od Kubickiej.
Usiadł wyprostowany przy Niej, badając każdą jej reakcję i wzrokiem błądząc po jej ciele okrytym sukienką przez co policzki blondynki okryły się rumieńcem.
- Jakim znowu feminizmem i paniką?.
- Zmieniłaś kolejność. - Skomentował z krzywym uśmiechem.
- I chuj z tego!. - Zbuntowała się nie na żarty.
Wstała z łóżka na równe nogi, przy czym jej pięty głośno uderzyły o podłogę. Znajdując swoje buty od razu włożyła je na bose stopy .
- Znowu uciekasz?.
- A co mam robić?siedzieć i słuchać wszystkiego co złe na mój temat?.
- Jesteś tchórzem Kubicka!. - Odpowiedział z zarzutami a oczy jego towarzyszki zalały się łzami.
- To dlaczego tu jestem co?przecież wokół Ciebie są takie odważne kobiety?modelki z klasą, kasą a Ty kręcisz się wokoło jakiejś przybłędy!. - Wypomniała Mu.
Bezsilna usiadła na łóżku a twarz schowała w dłonie. Zaczęła się rytmicznie kołysać w przód i w tył, nie umiejąc sobie poradzić z tamtą sytuacją.
- O to Ci chodzi?o twoje jakieś dziwne kompleksy?.
- Dziwne?Bartek to co się dzieje, jest naprawdę chore! Jest między nami przepaść. To nie będzie bajka o śpiącej królewnie albo o zaklętej żabie rozumiesz?.
Na twarzy piłkarza powstała konsternacja zmieszana z uporem widocznym poprzez zaciśnięte usta w wąską kreskę.
Musiał coś zrobić z tym faktem, gdy miał okazję zmienić ich wspólny los.
- Nie rozumiem, ponieważ nie gadam po kubicku. - Sarknął z przekąsem.
- Po kapuścianemu?. - Odpowiedziała pięknym za nadobne z krzywym uśmiechem.
- Po polskiemu blondynko!. - Upomniał swoją towarzyszkę siadając śmiało blisko Niej.
- To się nazywa "Perfect Polish".
- A czego się spodziewałaś?.
- Węgierskiego.
- Lepiej nie.
- Powiedz mi jedno. Dlaczego zmieniliśmy temat z typu poważnych na taki z tylca?. - Spytała dosadnie.
- Może dlatego że potrafimy to zrobić we własnym towarzystwie?.
- Ale co?. - Odpowiedziała pytaniem na pytanie.
- Wyluzować.
Tą odpowiedzią trafił w jej czuły punkt, jednocześnie dając Mu przewagę. Może to Ona była na tyle naiwna aby myśleć że może On być taki jak mężczyźni będący w jej życiu huraganem?.
Oparła głowę na dłoni podpartej o udo a jej oczy zaczęły wpatrywanie się w jeden punkt przed sobą nie wiedząc jak skomentować jego słowa, nawet nie znając odpowiedniej reakcji do tego. - Co?wyprostowało plisowankę?.
- Tak, nawet nogi w kolanach.
- Co?.
- Jajco, dwa zero!. - Parsknęła głośnym śmiechem.
- Kubicka? Ty jesteś trzeźwa?. - Zaczął się śmiać razem z nią. - Wiesz?. - Zagadnął, nie czekając na odpowiedź nastolatki. - Zrobimy furorę w Juracie.
- Co?jak to?.
- Czytałaś moją kartkę prawda?. - Przypomniał z tajemniczym uśmiechem. - Może powiem inaczej. Proszę Cię abyś pojechała ze mną do Juraty na Zgrupowanie Reprezentacji Polski.
- Bartek!. - Odkrzyknęła z przerażeniem.
- Co?.
- Ja chcę jeszcze żyć!. - Udzieliła odpowiedzi rozbawiona. - Oni mnie zjedzą!.
- Spokojnie Jula, podobno Jędza został wege. Lub po prostu ma nie poukładane po kolei w głowie.
- Wiesz Kapi? Na Ciebie zawsze można liczyć. - Skomentowała z ironią. - W takim razie kiedy ten wyjazd?.
- Dzisiaj. Najlepiej jak najszybciej, dlatego zawiozę Cię do twojego domu. Tam spakujesz kilka rzeczy i tyle.
- Tak i wejdę skacowana do matki i siostry, które wkurzają mnie na równi z Tobą i oświadczyć "Mamo, kurwiątko małe zostawiam Was, aby spędzić czas w towarzystwie jednego ze składników Makłowicza, wykorzystanego przez Nawałkę w celach sportowych"?.
- Julka nie pierdol!. - Upomniał Ją z ciężkim westchnieniem, uderzając dłonią o czoło z głośnym plasknięciem. - "Mamusiu moja droga, jadę ze swym ukochanym, aby spędzić z Nim upojne chwile".
- Jesteś bardzo pewny siebie. A tak na serio?.
- Powiedz jej szczerze gdzie jedziesz. W końcu potrzebny Ci odpoczynek od ciągłych problemów prawda?.
Zwróciła swoje spojrzenie ku twarzy bruneta ku jej zaskoczeniu nie wyrażającej nic prócz zawstydzenia, którego nie spodziewałaby się po piłkarzu zaraz po usłyszeniu wypowiedzianych przez Niego słowach tonem pewnym.
- Powiedz mi... Czemu mi tak pomagasz, mimo mojego zachowania?.
- Może dlatego że jesteś dla mnie ważna? mimo iż ciągle uciekasz przede mną?.
- Jesteś uparty. - Skwitowała z rozbawieniem.
- Po prostu jestem facetem.



Po zjedzeniu przez oboje skromnego śniadania, składającego się z popisowej jajecznicy z pomidorami Bartka pojechali jego samochodem na osiedle Kubickiej.
Mimo pory, Nowa Huta wciąż wzbudzała strach każdego kto choć raz spojrzy na to co się dzieje na ulicach a zwłaszcza przed drzwiami kamienic i osiedlowych, prywatnych sklepików.
- Jak Ty tu wytrzymujesz?. - Spytał obserwując to co się dzieje w miejscu gdzie na co dzień zamieszkuje jego towarzyszka.
- Słuchawki w uszy, głośna muzyka i Nowa Huta staje się Rajem.
- Czyżby to o czym myślę?. - Zagadnął zadowolony.
- Tak. Doskonale mnie chyba znasz. - Odparła ze skromnym uśmiechem, po czym otuliła się szczelniej czerwoną bluzą piłkarza Cracovii.
W pewnej chwili, dziewiętnastolatek wcisnął coś w samochodowym radiu dzięki czemu w aucie rozbrzmiały pierwsze dźwięki piosenki "Gdzie jesteś" w wykonaniu Kaliego.
- No tak. Szkoda tylko że wpadłem na to dopiero, gdy musimy wysiadać. -  Zironizował parkując pod kamienicą, w której mieszkała blondynka wraz z matką i siostrą.
- Czyli miłe złego początki?. - Sarknęła.
Wysiadła z dłonią na sercu bijącym w szaleńczym tempie, zerkając jednocześnie w górę ku oknom jej mieszkania. W tamtej chwili były one jednak zasłonięte zielonymi roletami, przez co nie mogła nawet zobaczyć odbicia światła bijącego od ekranu telewizora w pokoju matki a z uchylonych okien pokoju siostry dobiegały dźwięki głośnej muzyki oznaczające jedno - szesnastolatka była w złej kondycji psychicznej.
- Może jednak złe miłego początki?.
- Nie wiem. Błagam Bartek, nie zostawiaj mnie tam nawet na moment samej. - Pisnęła przerażona, gdy wchodzili do kamienicy.
- Nawet nie zamierzam. - Złożył jej obietnicę.
Jako potwierdzenie, śmiało położył dłoń na jej ramieniu próbując jej w ten sposób dać trochę otuchy.
Czuła to! Czuła wsparcie Kapustki, dzięki któremu mogła zmierzyć się z rzeczywistością na tyle smutną, że nawet On sam nie chciałby w pojedynkę czegoś takiego przeżyć.
Wyjęła z torebki klucze do mieszkania,  po czym otworzyła je z niemałymi problemami.
- Jebane drzwi. - Zaklęła siarczyście pod nosem.
- Poczekaj. - Wziął od Julki pęk kluczy, przy czym towarzyszył Im dotyk dłoni tej drugiej osoby a w wyniku czego ich ciała przeszły przyjemne dreszcze jednakże żadne z nich nie chciało po sobie okazywać uczuć z tym związanych.
W ułamku sekundy, chłopak jak gdyby nigdy nic otworzył drzwi do domu. Dziewiętnastolatka spojrzała na Niego zaskoczona. - Cierpliwość moja droga, cierpliwość.
- Może kiedyś skorzystam. - Zaśmiała się melodyjnie przekraczając próg drzwi.
Nagle z kuchni wyszła zaalarmowana przyjściem córki matka, czująca od dnia poprzedniego narastający strach o swoje dziecko aż do tamtego momentu, w którym zobaczyła córkę w towarzystwie nieznanego jej chłopaka.
- Julcia, gdzie Ty do cholery byłaś?. - Zaczęła z wyrzutem. - Wychowałam Cię w inny sposób.
- No i o tym właśnie mówiłam wczoraj. Alicja ma się wyszaleć, bo jest młoda a ja?. Czasami się zastanów nad swoimi słowami mamo.
- Wiem ale... Chciałabym chociaż Ciebie uratować od tego co zrobiłam ja a teraz Ala.
- Co zrobiła?. - Spytała podnosząc swój głos.
Miała dosyć problemów spowodowanych przez młodszą siostrę, które nasilały się od najmłodszych lat szesnastolatki a ofiarami zawsze były Maria i Julia.
Poczuła nagły ból w sercu wiedząc już doskonale co chciała jej oznajmić rodzicielka.
- Jest w ciąży. Taka młoda i taka naiwna. - Kobieta zaniosła się płaczem a zaalarmowany całą sytuacją Bartek nachylił się w stronę dziewczyny.
- Jula może się ulotnię, który pokój jest twój?. - Wyszeptał rozdygotanej nastolatce na ucho.
- Te drzwi co przy nich stoisz to mój pokój. - Odpowiedziała machinalnie.
Po uzyskaniu odpowiedzi, Kapustka przeniósł się zaciekawiony do pokoju dziewczyny a nastolatka w tym czasie obserwowała badawczo matkę jednocześnie odczuwając odrazę w stosunku do swojej siostry i nieznanego jej do tej pory ojca jej siostrzenicy lub siostrzeńca.
- Co teraz Alka zamierza zrobić?.
- Chce oddać maleństwo do adopcji.
- A Ty?.
- Nie zamierzam do tego dopuścić Julcia. Mam nadzieję, że chociaż Ty mnie rozumiesz.
- Co do tego, to nie ma żadnych wątpliwości mamo. - Odrzekła poważnym tonem. - Wiesz kim jest ojciec?.
- Nic nie chce mi powiedzieć. Może Ty byś tak może...
- Nie!. - Przerwała zniesmaczona. - Nie zamierzam z Nią więcej rozmawiać!. Chciałam Ci oznajmić, że wyjeżdżam z Bartkiem do Juraty a jak wrócę to się wyprowadzam. Wynajmuję mieszkanie z Karoliną. - Wyznała, gdy wyminęła matkę w przedpokoju.
Stamtąd poszła prosto do kuchni, gdzie wyjęła z szafeczki nad zlewem szklankę i wypełniła ją do połowy wodą. Upiła duży łyk, dzięki czemu zwilżyła suche, bolące gardło.
- I zostawisz nasz same?samiuteńkie?Juleczko nie rób tego!.
- To tak jak Wy mnie zostawiliście samej sobie!Potrzebowałam w wielu momentach wsparcia, nawet przed maturą tego nie zrobiłaś bo Ala! "Alunia wraca na kacu i potrzeba jej czegoś do picia a co Alunia lubi na kaca?piwko! Juleczko kup siostrzyczce piwko to się wyleczy". - Zacytowała kobietę ze łzami w oczach, które w ułamku sekundy pojawiały się na jej policzkach.
- Przestań!.
- Nie!. Chcę się właśnie od tego uchronić, chcę się w końcu liczyć dla kogoś nie tylko jako jakaś pomoc materialna. - Odstawiła naczynie do zlewu.
- Czy Ty myślałaś o tym, jak będą tam Ciebie traktować?albo ten twój Bartek. Jako naiwną, niewiele przypuszczającą biedotę. Będą Cię tam traktować jak szmatę Julia. Nie należysz do Ich świata. - Wysyczała jej do ucha, przez co jej córka znieruchomiała na moment.
- Co nie zmienia faktu, że jesteś niezwykle zdesperowana. Żeby nazywać mnie szmatą?Brawo mamo!.- Krzyknęła na cały dom, po czym wybiegła do swojego pokoju.
Zatrzasnęła za sobą drzwi a już po chwili była w ramionach Bartka.
- Julcia, nie słuchaj Jej. Nie jesteś taka, jaką Cię opisuję matka a w Juracie Cię pokochają. - Zaczął pocieszać zapłakaną i rozdygotaną dziewczynę, jednocześnie głaskając Ją po głowie, co działało na Kubicką kojąco.
- A co jeśli Ona ma rację?.
- Nie ma!Nie daj sobie takich rzeczy wmawiać. Teraz się spakuj i wyruszamy w podróż twojego życia, oczywiście jedną z wielu.
- A jakie będą kolejne?. - Spytała ciekawa.
Oderwała się od piłkarza, jednakże po jej twarzy błądził ciepły uśmiech. Po chwili otworzyła wielką szafę, skąd wyjęła dużą walizkę w kolorze czarnym.
- No wiesz, po Juracie odpoczniesz trochę ode mnie to Francja. Po Francji jakiś fajny kurorcik...
- ...A po wszystkim żyli długo i szczęśliwie a Grosicki zaśpiewał Im na weselu arię operową w duecie z Zenonem Martyniukiem.
- Za to Linetty, Krychowiak, Mączyński i Pazdan zatańczyli jako "Gang Cherubinów Nawałki".
- Szczęsnego!. - Na sugestię absolwentki liceum oboje skomentowali to napadem gardłowego śmiechu.
- W takim razie gdzie nasz szanowny pan Stępel? Sypanie kwiatkami?.
- Idealnie!.
I tak bez przerwy przekomarzali się wspólnie, jednocześnie pakując rzeczy Kubickiej.




Wróciłam 
Znowu wychodzi na to, że rozdziały tutaj dodaję co miesiąc.
To chore :(
W następnym rozdziale... Jurata hihihi :)
Gdzie w rzeczywistości tyle się już wydarzyło 
Pozdrawiam :*




 

sobota, 29 października 2016

8.

Trwali tak dłuższą chwilę z początku obserwując siebie z rezerwą zwłaszcza Julka, mimo alkoholu wciąż pamiętająca o wszystkim złym. Głównie o uczuciu wstydu, nieustannie panującym nad Nią jak zła klątwa.
Nagle w jej głowie został uruchomiony mechanizm obronny kolejny raz zmuszający Ją do ucieczki przed nieuniknioną rozmową z przedzierającym się w jej stronę przez roztańczony tłum Kapustką.
- Czy Ty możesz na mnie do cholery poczekać?. - Zaprotestował przeciwko kolejnej ucieczce blondynki.
- Muszę siku!. - Wybełkotała zmierzając chwiejnym krokiem w stronę toalet.
- Poczekam na Ciebie. - Ogłosił poważnym tonem.
Dorównał jej kroku i szybko zarzucił dłoń kładąc ją na biodrze dla asekuracji pijanej dziewczyny, wywołując w jej głowie pewnego rodzaju spustoszenie dlatego niewiele myśląc wypaliła :
- Big Ben!.
- Co?. - Zdziwił się.
- No ten od tego no... tego co ma oba!.
- Ale jakie oba?.
- Te od wielkanocy!. - Pisnęła w kolejnym wybuchu śmiechu.
- Nie znałem Cię od tej strony Jula. - Skomentował a w jego głosie słyszalne było rozbawienie.
- Że nie znam geografii?.
- Chuj z geo!wyluzowana nareszcie jesteś. - Odpowiedział ze skromnym uśmiechem.
W wyniku tego Kubicka popatrzyła na bruneta ze zrozumieniem. Nigdy nie potrafiła się na tyle wyluzować, aby móc się bawić z innymi jak gdyby nigdy nic, czego powodem były problemy życia codziennego. - A tak w ogóle o co chodzi z tym Big Benem?.
- No bo tam stoi też z tym takim dużym chujostwem na głowie i trzyma tam wykałaczkę.
- A to coś ma wspólnego ze mną?.
- Chronisz tak jak On ten budyneczek czy coś... ja chyba jestem budynkiem.
Był coraz bardziej rozbawiony konwersacją z zupełnią inną niż do tej pory Kubicką. Mimo iż kierowała nią dawka alkoholu czuł, że pod tym kryła się prawdziwa Julka z poczuciem humoru, świetnym charakterem. Taka, którą poznał a nawet... coś więcej.
- Dobra Jull, teraz do kibelka a ja poczekam.
- A jakbym poprosiła tampona to wpadniesz?. - Jej śmiechom nie było końca, póki nie weszła do damskiej toalety a Bartek z zadowoleniem czekał na dziewczynę przez pewien czas, który niesamowicie się dłużył.
Po długim czasie zniecierpliwiony Kapustka podszedł do nieznajomej dziewczyny wchodzącej prostym krokiem tam gdzie wcześniej Kubicka.
Na jego widok, brunetka o klasycznych rysach twarzy i pełnych krągłościach w miejscach "strategicznych" opiętych przez kusą, czarną sukienkę zaczęła poprawiać dekolt na o wiele większy niż do tej pory.
- Przepraszam, mogłabyś sprawdzić co się dzieje z taką blondynką w sukience bez ramion?bardzo proszę. - Zagadnął ze zmartwieniem.
- Bartek Kapustka!no nie wierzę!. - Zaczęła piszczeć z ekscytacji jak mała dziewczynka, na co piłkarz Cracovii uniósł brwi.
- To jak?sprawdzisz?.
- Ale Kapi!. - Zawyła desperacko. - Spędź ze mną chwilę czasu a nawet dwie.
- Sorry!martwię się o dziewczynę. - Po czym wszedł do toalety jak gdyby nigdy nic.
Tam zastał dziewczynę z rozmazanym makijażem szukającą czegoś z niecierpliwością w czarnej torebecze niewielkich rozmiarów. Co chwilę zaciągała się nosem a jej uczucia pod wpływem napoju procentowego zmieniały się co sekundę. - Julcia, co się dzieje?.
- Jestem okropna. - Odpowiedziała odrzucając od siebie torebeczkę.
Odwróciła się plecami do lustra. - Nie mogę na siebie patrzeć!.
- Skąd taki pomysł?. - Spytał zaskoczony uważając jej słowa za niedorzeczne.
- Wystarczy spojrzeć na to jak traktuję innych, zwłaszcza Ciebie. - Wyjaśniła ochryple. - I to tylko dlatego bo mam ojca i brata, którzy są zidiociałymi, dużymi dziećmi!.
- Nie mówiłaś mi nic o tym, Julcia słonko!. 
Niewiele myśląc przygarnął dziewiętnastolatkę do siebie, chcąc w ten sposób wesprzeć przytulającą się do Niego przygnębioną dziewiętnastolatkę. Nawet na chwilę nie przyszło mu na myśl to, że dziewczyna mogła mieć jakokikolwiek powód niezwiązany ściśle z Nim.
- Myślisz że to takie proste?...
Nagle urwała wpół zdania, ponieważ przed jej oczami powstał istny helikoter a jej świat zaczął wirować. - ...Mój świat kręci się wokół Ciebie.
- To musi być miłość. - Odrzekł skonsternowany a jego serce zaczęło wybijać na słowa nastolatki szybkie staccato.
- Nie Kapson, dosłownie. - Zmrużyła oczy widząc wszystko jak przez mgłę.
- Jedziemy do domu. - Zakomenderował.
- Ja nie mam domu!.
- Jak nie masz domu?.
- Uciekłam... Nie potrafiłam tam żyć jak gdyby nigdy nic. - Opowiedziała Mu.
Czuła potrzebę wyrzucenia z siebie wszystkich negatywnych emocji a Bartek obserwował Ją oniemiały.
- W takim razie jedziemy do mnie...
- ...I tak nie poruchasz!. - Zaprotestowała.
- Oj Julka, powiem Ci że powinnaś częściej pić. 
Ujął Ją delikatnie pod rękę, dzięki czemu mogła powoli iść przez tłum mimo upojenia.
- Ale halny wieje!. Przez twą Kapustę zieloną, oszalaaaaałaaaam!I zesmażyłam ją na blaaaask!. 
Wszyscy zebrani w klubie obserwowali wychodzącą parę z klubu nie tylko ze względu na sławnego piłkarza, lecz na jego piękną towarzyszkę ogarniętą imprezowym nastrojem. Towarzyszyły im skrajne emocje - od zachwytu i ekscytacji po zazdrość. Nie zważając na to, piłkarz kroczył dumnie przez dyskotekę razem z piękną blondynką.
Wyszli powoli a od drzwi spotkał ich chłodny wiatr ogarniający ich ciała oraz otrzeźwiając ich umysły przy okazji wywołując drżenie ciała Julki. - Ale się nachlałam.
- Nie chcę Cię straszyć ale jutro będzie kac.
- Rzeczywiście nie przestraszyłeś. - Zadrwiła sobie z Niego.
Chłopak otworzył jej drzwi od taksówki, po czym pomógł jej wsiąść. Gdy wsiadł już do auta podał taksówkarzowi adres pod którym mieszkał, po czym zapiął pas śpiącej dziewiętnastolatki.
"Teraz mi już nie uciekniesz" - pomyślał, ujmując delikatnie jej dłoń a z jej ust wydostało się ciche westchnienie przypominające te małego, bezbronnego dziecka.
Właśnie taka była Ona - piękna, niewinna, bezbronna a jednak posiadała w sobie pazur. Pazur waleczności i uporu godnego osła. Za to była przez Niego podziwiana a nawet...pożądana. Nie potrafił nawet na chwilę przestać o Niej myśleć.
A w tamtym momencie?czuł się jak zwycięzca. Miał Ją przy sobie, dzięki czemu mógł walczyć. Skosztować słodkiego smaku jeszcze większego zwycięstwa w życiu prywatnym, o którym tak marzył.
- Imprezowiczu, dwie dychy się należą!. - Zakomenderował taksówkarz w średnim wieku, próbujący wyładować swoją frustracje wywołaną życiem prywatnym na Bogu ducha winnych osobach, chcących jedynie wyluzować.
- Jak to dwie dychy?!. - Oburzył się piłkarz nie na żarty. - Nie jestem ślepy!widzę taksometr!.
- Prowizja za nocne wożenie bachorów z meliny!. - Warknął ostrzegawczo.
- Trzeba było wybrać inny zawód a nie teraz wyżywać się na ludziach.
- Miałem zostać kopaczem jakichś lewackich pasów jak Ty?.
"No proszę, kibic Wisły Kraków" - pomyślał z przekąsem.
Z westchnieniem wyciągnął portfel z kieszeni skórzanej kurtki, po czym znajdując w nim odpowiedni banknot wręczył go niezbyt kulturalnemu taksówkarzowi. - Nawet Was w tych srasach nie nauczyli liczyć i odróżniać pięćdziesiątki od dwudziestki?.
- To jest Panie "Biała Gwiazda" kaska na lakier do samochodu i banery ostrzegawcze typu "Jazda Jazda, tylko Biała Gwiazda". Przynajmniej połowa Krakowa oszczędzi sobie jazdy z takim imbecylem.
- Oby Ci konar nie zapłonął ziomuś. - Wybełkotała pijana Kubicka, próbując rozpiąć pas bezpieczeństwa z zamkniętymi oczami.
- Jula, szkoda strzępić ryja.
Pomógł towarzyszce rozpiąć pas, następnie pomógł jej wydostać się z taksówki niekulturalnego kierowcy. Bez zastanowienia wziął Ją na ręce zachwycając się jej lekkością i zapachem, będącym kompozycją kremowego mydła, truskawki i jaśminu wprawiająca bruneta w wewnętrzne ciepło rozchodzące się po całym ciele.
Po chwili ledwo otworzył drzwi swojego domu, a nastęnie w ułamku sekundy zaniósł blondynkę prosto do swojej sypialni. Tam ułożył Ją delikatnie na łóżku a szpilki zdjął ze stóp i położył przy wyjściu z pomieszczenia.
Ostatni raz podszedł do łoża i okrył Ją leżącym na fotelu umieszczonym w rogu pokoju białym kocu.
- Kapi?. - Szepnęła nie otwierając oczu. - Ja nie mam ryja prawda?.
To pytanie wywołało salwę śmiechu dziewiętnastolatka.
- Julcia no gdzie, zacytowałem jednego owada.
- Owada?a myślałam że to ja mam nie po kolei w głowie. - Wypaliła ziewając. - Połóż się obok mnie.
- A jeśli jestem gwałcicielem?.
- Gratuluję, możesz zerwać banderolę rycerzu Krakenie!. - Oświadczyła uroczyście. - Kładziesz się, czy mam zajmować całe łóżko sama?.
- No już, już. - Przystał na jej propozycje nienaturalnie ochoczo.
Przeszedł szybkim krokiem na drugą stronę. Zdjął buty, kopnął je pod łóżko po czym położył się najdelikatniej jak tylko potrafił. Mimo to oderwana od rzeczywistości Julia poczuła drganie materaca, co w stanie trzeźwym wprowadziłoby Ją w zakłopotanie. Jednak nie w tamtej chwili, ponieważ w ułamku sekundy odwróciła się w stronę Kapustki, aby położyć głowę na jego torsie i w ten sposób zasnąć na długi czas.
W przeciwieństwie do dziewczyny Kapi czuł, iż będzie to dla Niego nieprzespana noc.
Nowa twarz dziewczyny. Tak szczera, bezbronna wobec losu i innych ludzi. Poddała się... A On nie wiedział jak jej pomóc.
Miał nadzieję, że zgodzi się Ona na jego pomysł, dzięki któremu mógł się do niej w pewien sposób przybliżyć.
Liczył na to...
Pozostając w jednej pozycji razem z dziewiętnastolatką, objął ją z delikatnością i nie wiedząc jak zdobył się taką odwagę ucałował jej czubek głowy. Trwali tak do momentu, póki nie zmorzył Go sen.

                                                   ~~~~~~~~~~ ♡ ♡ ♡ ~~~~~~~~~~


Obudził Ją oszałamiający ból głowy oraz słońce dostające się do sypialni. Z irytacją otworzyła powoli oczy a z jej gardła wydostał się głośny kaszel.
"Brawo Julka, chlałaś z chorobą" - Pomyślała ganiąc siebie w duchu za tak ogromną pierwszą dawkę alkoholu.
Rozejrzała się zmrużonymi oczami po wielkim pomieszczeniu. Było ono urządzone gustownie, z pewną dozą nowoczesności. Dominowały w nim czerń z bielą, co najbardziej jej się podobało w całym wystroju. Mogła do tej kolorystyki porównać swoje życie.
Ona sama leżała na wielkim łożu, okryta kołdrą z motywem zebry. Dopiero po jakimś czasie zorientowała się że nie śpi sama, co wprawiło Ją w przerażenie.
"Zamieniłam się w Alkę?nieeee".
Odkręciła głowę jednak szybko tego pożałowała, ponieważ przed jej oczami stanął widok śpiącego Bartka wraz z tym dziwne uderzenie gorąca. Leżeli przy sobie bardzo blisko, przez co otulał Ją zapach perfum piłkarza będący jak narkotyk. Za każdym razem gdy byli blisko nie potrafiła się oprzeć wielu pokusom a w tamtym momencie mogły się wymknąć spod kontroli.
Niewiele myśląc dźwignęła się do pozycji siedzącej a gołe stopy postawiła na chłodnej podłodze. Przeczesała drżącą dłonią roztrzepane włosy a powietrze kolejny raz przeszył dźwięk kaszlu nastolatki co obudziło śpiącego obok niej chłopaka, niwecząc jednocześnie plan ucieczki.
Spojrzała na zaspanego bruneta zmrużonymi od zmęczenia i kaca oczyma. Jedyne co zrobiła to skomentowała jego pobudkę przepraszającym westchnieniem.
- Przepraszam, to wszystko przez...
- ...Chorobę?rozumiem. - Przerwał jej poważnym tonem, będącym dla Niej ostrzeżeniem.
- Czy my?no wiesz... - Zaczęła niepewnie a jej policzki pokrył szkarłat.
Nie wiedziała czy się śmiać czy płakać z powodu zaistniałej sytuacji, jednak wzrok Kapustki zmuszał Ją do tego drugiego.
- Chcesz piękne kłamstwo czy brzydką prawdę?.
- Proste że tą drugą opcję. - Ponagliła chłopaka czując coraz silniejszy ból głowy.
- Brzydka prawda jest taka że nie spaliśmy ze sobą, chociaż miałem na to ochotę. - Dźwignął się do pozycji siedzącej a blondynka obserwowała go ostrożnie. - Nie jesteś mi obojętna a teraz, gdy jesteś w moim łóżku... 
- ...Bartek. - Speszona próbowała wydostać się z sypialni, jednakże nie pozwolił jej na to dziewiętnastolatek. 
Nagle uwięził dziewczynę w kleszczach swojego uścisku, wywołując u Niej szok i przerażenie. 
Pozostało jej jedno uczucie - panika a ucieczka była czymś czego potrzebowała.
Kolejny raz...

        ~~~~~~~~~~ ♡ ♡ ♡ ~~~~~~~~~~


Wróciłam, jednakże ze strasznym smutkiem.
Nie było mnie tutaj cały miesiąc :(
Szkoła, nauka, powroty do domu, brak energii, powracająca anemia i inne problemy skłaniają mnie ku temu aby zakończyć swoją "karierę" blogerską i ograniczyć się jedynie do czytania waszych opowiadań, w których mam straszne zaległości :(
Przemyślę to jeszcze :) 
Pozdrawiam :*
 

poniedziałek, 3 października 2016

7.

Składała wyprane i wysuszone ciuchy w łazience, skupiając się na wykonywanej przez siebie czynności mimo choroby. Wolała wykonywanie czynności, która mimo swej prostoty w jej stanie mogła być zmarnowaniem potrzebnych jej sił do walki z przeziębieniem niż rozmowę z matką lub jej wrogiem - siostrą.
Podgwizdując pod nosem melodyjkę z czeskiej bajki "Sąsiedzi" jak najszybciej popędziła do swojego pokoju, jednocześnie trzymając kosz z suchymi ubraniami tak, że zbielały jej kłykcie od siły ucisku oraz chłodu panującego nad jej drobnym ciałem.
Zamknęła się w pokoju, gdzie otworzyła szafę z ubraniami z ich skromną zawartością. Zaczęła układać na półkach wyprane ciuchy spokojnie, chcąc doprowadzić do ich schludnego wyglądu zewnętrznego. Jednocześnie starała się oderwać myśli od swych kłopotów, jednak już po chwili skończyła swoją pracę a jej pragnienie kolejny raz nie mogło być tak rzeczywiste i spełnione.
Myślała nad wyprowadzką, która mogła być przełomowym punktem w jej życiu a nawet matki i siostry. Mogła im wszystkim dać pewnego rodzaju ukojenie, zwłaszcza jej rodzinie zyskującej po jej wyprowadzce spokój i wolność od ciągłej kontroli dziewiętnastolatki wynikającej z czystej troski.
Nie wytrzymała... jej anielska cierpliwość również miała swoje granice jak wszystko w świecie. Jedyną rzeczą jakiej pragnęła w tamtej chwili była wyprowadzka, która wydawała jej się w najbliższych dniach a nawet godzinach nieunikniona. Uderzyła głośno wnętrzem obu dłoni w kołdrę, na której siedziała wyładowując własną frustracje a jej noga zaczęła odruchowo podskakiwać w miejscu.
Z głową w chmurach i kaszlem męczącym jej płuca oraz gardło otworzyła szafę w celu znalezienia czegoś odpowiedniego aby nie spocić się ani nie zmarznąć na zewnątrz.
Ubrała na drobne ciało brzoskwiniowy sweterek typu oversize, czarne legginsy a na stopy wciągnęła białe trampki za kostkę. Szybko zebrała włosy w wysoką kitkę, po czym związała cieniutką gumką do włosów nie patrząc nawet w lustro. Według niej szkoda było czasu na próbę jakiegokolwiek upiększania cery w celu oszukania ludzkości co do swojego naturalnego piękna, będącego znikomym w jej mniemaniu. Skoro w większości sytuacji potrafiła kłamać, to chociaż nie będzie tego robić względem swojej istniejącej jedynie w snach urody.
Telefon schowała do torebki łezki, po czym nie mówiąc ani słowa matce opuściła dom. Jeśli cztery ściany zawładnięte przez najmłodszego domownika można było nazwać domem...
Zamknęła cicho drzwi, dociskając jednocześnie stopą. Kolejny raz kaszląc głośno wybiegła z kamienicy, tracąc resztki sił. Mimo to nie zamierzała wracać do domu i zdawać się na łaskę niczego nie widzącej matki. Wolała przebywać we własnym towarzystwie. W tak potrzebnym jej ostatnio spokoju.
Przemierzała krakowskie ulice powolnym krokiem praktycznie powłóczając nogami, myśląc jednocześnie nad tym gdzie mogłaby się podziać przez następne kilka dni. Karolina? na pewno wraz ze swoim chłopakiem wygrzewała się na Wyspach Kanaryjskich. Biblioteka? pani Amelia kazała jej tak długo nie przychodzić do momentu, gdy całkowicie się nie wyleczy. Jedynym miejscem przychodzącym jej na myśl był Cmentarz a najdokładniej grób ukochanej babci Eleonory, jednak na samą myśl iż pieniądze w portfelu nie starczały jej nawet na malutki wkład sterynowy wprawiały ją w jeszcze większy smutek. Mimo to mając w głowie nowy plan zaczęła tam zmierzać pełna energii, gotowa na rozmowę z ukochanym członkiem rodziny czując narastające ciepło na sercu.

       ~~~~~~~~~~ ♡ ♡ ♡ ~~~~~~~~~~

Tymczasem w domu rodziny Kubickich zapanowała grobowa cisza, dopóki Alicja nie weszła o kuchni zaczynając swoją wypowiedź od szokujących matkę słów :
- Julka musi się stąd wynieść!. - Oznajmiła jej tonem władczym.
- Czy ty wiesz dziecko co znaczą twoje słowa?!.
Na pytanie matki nastolatka jedyne co zrobiła to wzruszyła ramionami odkrytym przez czerwoną sukienkę.
- Oczywiście, nie chcę tu jej. Chyba że zacznie zarabiać to pomyślę...
- Może byś tak najpierw poszła do szkoły a potem pomyślała nad rozstawianiem nas po kątach?. - Burknęła.
Poczuła żal do młodszej córki, która swoim zachowaniem doprowadzała do całkowitego rozbicia rodziny, niczym jej były mąż. Zatruwała powietrze swoim buntem, agresją i wplątywaniem się w tarapaty.
Koniec pobłażliwości...
- A chuj Cię to obchodzi!. - Obruszyła się.
- Chuj mnie to obchodzi tak?!teraz posłuchaj tego!nie będę tolerowała twojego lenistwa, leserstwa i wywyższania się ponad stan!mam dosyć chodzenia do ciebie do szkoły, odbierania ciebie z dziwnych miejsc i wysłuchiwania "jak to dobrze młodsza Kubicka kręci lody"!. - Zagrzmiała a jej ton nareszcie przypominał ton surowego rodzica.
- Trzeba było zostawić przy sobie ojca a teraz masz za swoje!.
- Miałam zostawić przy sobie człowieka, który ma dzieci na innych kontynentach?niedoczekanie!.
- Znalazła się świętoszka!.
- Taka jak Ty?. - Odpowiedziała pięknym za nadobne.
Nagle szesnastolatka poczuła mdłości, przez co zmuszona była do szybkiej ucieczki do łazienki. Tam przez długi rozlegały się odgłosy wymiotowania na co Maria zmarszczyła nos na sam dźwięk sprawiający jej dyskomfort, przypominający jej wszystkie trzy ciąże będące dla niej trudnym lecz pięknym okresem wytrwałości i wyczekiwania.
Po jakimś czasie drobna blondynka wyszła z pomieszczenia pobladła na twarzy. Obserowała matkę z pogardą.
- Obie jesteście takie same, idiotki bez klasy!.
- Najpierw spójrz na siebie a potem mów o klasie. Masz klasę chyba w szkole, do której nie chodzisz!.
- Jesteś beznadziejna!. - Wykrzyczała jej w twarz.
Wybiegła do swojego pokoju, gdzie położyła się na kanapę. Czuła się w tamtej chwili ospała, ociężała i zbyt słaba na jakąkolwiek imprezę.
Impreza... wszystko wymknęło jej się spod kontroli. Z początku niewinne wyjście na imprezę do klubu, przerodziło się w zakrapiane "melanże" zakrapiane dużą dawką alkoholu i niezobowiązującym seksem z przypadkowymi mężczyznami, których wiek nie miał znaczenia, byle płacił sowicie za wykonaną "pracę". Wszystkie profity ze swojej niemoralnej gry przekazywała na chowane przez nią w różnych miejscach drogie ciuchy, imprezy i... narkotyki w różnej postaci.
Nie zważała na konsekwencje swojego postępowania, będące dla niej niczym ważnym. Czuła się niezniszczalna dzięki wypitych przez nią napojach wysoko procentowych, uważając to za wyznacznik swojego poziomu towarzyskiego i powód do chwalenia się pośród "znajomych" czekających jedynie na jej największe potknięcie w życiu.
Nie poznawała siebie ani ludzi wokoło, którzy wraz z nią zmieniali się nie do poznania. Jednakże te persony w przeciwieństwie do niej zmieniały się zdecydowanie na dobre. Nawet Julia... pracowita i waleczna dziewczyna o gołębim sercu, za każdym razem zaskarbiała pozytywne uczucia u innych swoją nieśmiałością i naturalnością. Nienawidziła jej właśnie za te cechy, będące dla niej jedynie marzeniem tak samo jak jej mocna psychika, dzięki czemu wszystkie rzucane jej przeszkody z podniesioną głową z dumą.
Z głową ogarniętą czarnymi myślami okryła się zielonym kocem a jej powieki szybko opadły przez złe samopoczucie.

       ~~~~~~~~~~ ♡ ♡ ♡ ~~~~~~~~~~

Jakiś czas później starsza z sióstr po uprzątnięciu granitowego, niewielkiego pomnika ze zbędnych liści i gałęzi, przysiadła na drewnianej ławeczce patrząc na zdjęcie swojej ukochanej babci.
Odziedziczyła po niej kolor oczu, przypominające płynny bursztyn oraz uśmiech pełen blasku. Na fotografii widniejącej na pomniku miała siwe włosy ściśle upięte w niektórych miejscach okalając pomarszczoną twarz, co pasowało do jej eleganckiej, białej koszuli z żabotem. Błękitne tło nadawało zdjęciu mimo swego oddźwięku pozytywny klimat.
Spojrzała jeszcze raz na białe margarytki kupione za pieniądze ku jej radości znalezione w portfelu, po czym przeszła do monologu, działającego na nią jak katharsis.
- Hej babuniu. Wiem że dawno u ciebie nie byłam, ponieważ moja ostatnia wizyta była przed maturą. Mam nadzieję że mi wybaczysz i mnie zrozumiesz, widząc co się dzieje u nas w domu. - W jej oczach pojawiły się nagle łzy, czując się niezwykle samotnie. - Nawet nie wiesz jak za tobą tęsknię... coraz bardziej to odczuwam i jest to coraz gorsze. To właśnie Tobie mogłam zawsze się wyżalić i na Tobie polegać, zwłaszcza po odejściu ojca a potem Młodego. Pamiętam jak ich wyzywałaś niczym Bogusław Linda... to było najlepsze. - Przerwała na chwilę śmiechu.
W tym czasie z jej oczu popłynęła słona, bezbarwna ciecz zostawiająca na jej skórze czerwone ślady. Czuła, jakby częściowo zrzucała z siebie ogromny ciężar.
W pewnym momencie usłyszała za sobą szelest liści wskazujący na czyjąś obecność, co napawało ją niepokojem. Nikt oprócz niej nie odwiedzał grobu Eleonory. Chyba że... mógł to być jej bliski krewny, nie chcący dawać o sobie znać.
Odwróciła się za siebie, na co nieznajomy odwrócił się na pięcie i zaczął uciekać.
- Hej!. - Zawołała za nim.
Niewiele myśląc mimo brakujących jej sił rzuciła się w bieg za zakapturzonym człowiekiem. Aczkolwiek było to na marne, ponieważ jedynie co zdążyła zapamiętać to jego wysoką, szczupłą posturę i ubiór, składający się na czarną bluzę i spodnie tego samego koloru. - Cholera jasna. - Skomentowała z ciężkim westchnieniem.
Nagle ciszę przeszył dźwięk jej telefonu, oznajmiający nowe połączenie. Wyciągnęła go i z ulgą zauważyła że to nie matka a przyjaciółka chciała akurat z nią porozmawiać.
Z lekkim uśmiechem na ustach dotknęła ekran w miejscu zielonego kółeczka ze słuchawką i przyłożyła komórkę do lewego ucha.
- Hej Karolcia, jak w tropikach?.
- Jezu Julson, chora jesteś?. - Spytała przerażona.
Na pytanie przyjaciółki, usta Kubickiej wykrzywiły się w półuśmiechu.
- Spokojnie, to tylko małe przeziębienie.
- Czyli wódeczka z pieprzem na to jak znalazł!zabieram Cię dzisiaj do klubu mała. - Zakomenderowała z ekscytacją.
- To jesteś już w Polsce?.
- Tak... tropiki mi się znudziły, ile można co nie?.
"Ach jak ja bym chciała mieć takie problemy jak Ty Karolinko" - pomyślała, idąc jednocześnie przez Cmentarz powoli, rozglądając się jednocześnie wokoło.
- No tak, może się znudzić. - Przyznała nieco sztucznie. - Nie mam żadnych ciuchów bo uciekłam z domu.
- Jak to uciekłaś z domu?.
- Długa historia...
- ...Nic nie mów słonko. Dam ci idealne ciuszki, bo przytyło mi się w niektórych miejscach, napijemy się i mi opowiesz.
- Ale...
- Ale to są dwie!Jedna bzyka się w lesie, druga nie!.
Na ripostę przyjaciółki, Jula zaśmiała się gorzko. Jakby słyszała wzmiankę o swojej młodszej siostrze, przez co poczuła ścisk w żołądku i narastający wstyd.
- W sumie przyda mi się to. Będę u Ciebie niedługo, tylko jeszcze chwilkę posiedzę na Cmentarzu u babci.
- Szykuj się na melanż mała!.
- Nie przekonuje mnie to. - Odparowała, nie kryjąc swojej paniki.
Każda impreza, nawet ta niewinna wywoływała u niej panikę. Wystarczył przykład młodszej siostry i... Własna niechęć. Dziewczyna należała do tej grupy ludzi, dla której najlepszym wieczorem jest wieczór w spokoju, czytając nowo odnalezioną książkę.
- Przekona Cię to po kilku głębszych mała...

Po kilku godzinach, nastolatka pojawiła się u przyjaciółki w domu. Ta dała Julce do założenia na imprezę sukienkę w kolorze burgundowym bez ramiączek, długość jej rozkloszowanej spódnicy była za kolana. Dodatkowo włosy delikatnie potraktowane lokówką i delikatny makijaż składający się z podkładu i tuszu podkreślającego jej piękne, długie rzęsy sprawiły, że dziewiętnastolatka wyglądała niezwykle seksownie mimo choroby.
- Julka oddaj mi tą swoją figurę!. - Jęknęła Opozda.
Przeglądała się akurat w lustrze, próbując na każdy sposób upiększyć swoją stylizację składającą się na białą sukienkę "hiszpankę", czarne asymetryczne szpilki i delikatny - jak u blondyki - makijaż, idealnie pasujący do jej eleganckiego upięcia włosów.
- Ty chociaż masz cycki Opozda!.
- Ty też masz ale chociaż nie męczysz się przy biegu przez nie.
- Rzeczywiście jakieś pocieszenie. - Zaśmiała się patrząc jednocześnie w swoje lustrzane odbicie. 
Nie poznawała osoby patrzącej na nią w lustrze nieufnie, z nutą zaskoczenia. Uważała ją za sztuczny wytwór swojej wyobraźni a nawet... Marzenie. Piękne odbicie Julki nie miało za sobą nawet odrobiny jej doświadczeń.
- Halo Julcik!. - Głos Karoli przywrócił ją z powrotem na ziemię. - Idziemy?.
- Jasne. - Wychrypiała.
Jej gardło w tamtym momencie zostało opanowane przez ból, w wyniku czego nie miała ochoty na jakąkolwiek imprezę. Mimo to nie chciała zawieść Karoliny, która zawsze jej pomagała i mogła na nią liczyć.
Poza tym... Przecież nie musiała Ona bawić się jak jej młodsza siostra,prawda?.

    ~~~~~~~~~~ ♡ ♡ ♡ ~~~~~~~~~~

Przyjaciółki zaczęły się bawić we własnym towarzystwie po tym, jak każda z nich wyżaliła się tej drugiej. Pomógł w tym alkohol lejący się litrami.
- Wiesz co?. - Zagadnęła przyjaciółkę Julka, będąca już na rauszu.
Był to jej pierwszy raz.
- Jesteś pijana. - Bąknęła Karolina będąca w lepszym stanie.
Na słowa szatynki obie wybuchły gromkim śmiechem.
- To też. - Parsknęła. - Zostałam bezdomna wiesz?muszę sobie kartonu poszukać bo mała kurewka szykuje sobie hotel u nas dla swoich klientów. - Prychnęła.
- Laska!wynajmijmy sobie razem mieszkanie i będziesz miała gdzie przyprowadzać Bartka.
- Żaden Bartek!szto Bartek?.
-No ten od bigosów, z uśmiechem uginającym twe kolana.
- Jedyne co On potrafi uginać to... Ziemię.
- Julcia, Ty i tak Go kochasz. - Odrzekła poważnie. - Uciekasz z miłości, zgubiłaś się w tym.
- To jest popierdolone... Jak ja i moje życie!. - Warknęła a w jej oczach pojawiły się świeże łzy. 
Nawet alkohol nie pomagał jej w ucieczce. Jedyne co robił, to potęgował problemy natury osobistej.
- Mała... Zróbmy to. Ja w końcu wyniosę się od rodziców i usamodzielnię a Ty będziesz miała spokój.
- Gdyby to było takie proste. - Westchnęła ciężko.
- Będzie proste... Najpierw jedź z Bartkiem na zgrupowanie.
- To niemożliwe... Tam będą żony i partnerki tak piękne jak z brukowców po retuszu a ja co?.
- Piękna, naturalna dziewczyna z seksowną nieśmiałością. Zobaczysz, jeszcze tam będą za Tobą szaleć.
- Chyba te laseczki dlatego, że jestem dziewczyną z niższych sfer!.
- Może Jessica... Ale reszta jest spoko.
- Dobra, idę do toalety aby znieść Dżesikę z lekkością. - Zaśmiała się schodząc ze swojego siedzenia z ledwością.
Zmierzała do łazienki, po drodze zdejmując ze stóp czarne, niebotyczne szpilki. Zataczała się, czym zwracała na siebie uwagę płci brzydkiej chcącej się nią zaopiekować a nawet... Wykorzystać w niezbyt stosowny sposób.
Dziewczyna zwróciła również na siebie uwagę siedzącego w loży VIP razem z przyjaciółmi z klubu Bartka. Kapustka nie mając ochoty na jakąkolwiek imprezę przyszedł namówiony przez kolegów a jedynym jego zajęciem było prześwietlanie znudzonym wzrokiem tańczących ludzi.
Widząc Kubicką, zerwał się na równe nogi. Nie mógł uwierzyć własnym oczom, zauważając stan jego wymarzonej. 
Pobiegł czym szybciej w jej stronę, przepychając się co chwilę przez tłum imprezowiczów.
- Julka!. - Zawołał za nią głośno, próbując przekrzyczeć głośną muzykę.
Udało mu się!.
Dziewczyna odwróciła się do niego zarzucając delikatnie jasnymi włosami a jej w jej oczach ku zaskoczeniu kryło się zadowolenie.
Nie myślał nad tym, że jeszcze kiedyś jakakolwiek dziewczyna tak będzie go zaskakiwać.


      ~~~~~~~~~~ ♡ ♡ ♡ ~~~~~~~~~~

Witam Was w poniedziałkowe południe, przedpołudnie lub wieczór bądź inny dzień tygodnia i porę :*
Mam nadzieję że długość i jakoś rekompensuje długi czas oczekiwania :(
Dzisiaj wyjątkowo dzień wolny ogłoszony przez nauczyciela i stąd rozdział :*
Pozdrawiam :*


Zaczyna się kadra :D mam nadzieję, że odrobiliśmy lekcje z Kazachstanu.


 Łapcie Bartka zadowolonego z powołania :D

Ps : przepraszam za jakiekolwiek błędy, rozdział pisany na telefonie.

Zajmuje się ktoś może szablonami lub zna kogoś takiego?jeśli tak to proszę dać mi znać :*

piątek, 16 września 2016

Mała informacja

No cóż...
W związku z tym, że nadszedł wrzesień a wraz z nim ogrom pracy, nie dam rady prowadzić trzech blogów na raz.
Dlatego muszę ograniczyć się do jednego, przez co została stworzona ankieta pod tytułem "Który blog ma pozostać" z dodatkową opcją "nowego bloga".
Pozdrawiam Was kochane :*
Beamore :)

PS : ankieta znaduje się tu

poniedziałek, 12 września 2016

6.

Ku swojemu zaskoczeniu obudziła się we własnym łóżku. Okryta szczelnie kołdrą, spocona i zmęczona odkryła się do pasa jednocześnie zaciągając głośno nosem. Zwróciła swe spojrzenie ku - jak się po chwili okazało - czarnym, drobnym stoliku na jednej, szczupłej stopce o wyglądzie i kształcie dosyć skromnym i prostym. Stał na nim kubek z parującą herbatą z cytryną i miodem a wraz z nią poukładane jedne na drugim opakowania z lekami zwalczającymi przeziębienie i grypę.
Cały pakiet pełen zaskoczenia dopełniała oparta o szmaragdową porcelanę pocztówka a na niej widok, który przypominał jej najpiękniejsze chwile życia oraz dawał znać o osobach będących w jej sercu. Jednakże nie chciały uczestniczyć w jej życiu, uciekając jak najdalej.
Ze łzami w oczach wywołanymi chorobą i bólem wewnętrznym wpatrywała się w fotografię przedstawiającą molo znajdujące się w Juracie, skąpane w błękicie pięknego nieba, morza oraz blasku promeni słonecznych. W górze widokówki widniał napis "Jurata" wypisany białymi literkami pochyłą, elegancką czcionką. Zachęcało ją to nie tylko do odwiedzenia ukochanego miejsca lecz także do odwrócenia pocztówki, w celu prawdopodobnego odczytania słów w miejscu do tego przeznaczonym.
Przed oczami ukazały jej się cztery słowa, wypisane krzywym, niedbałym pismem.


Walka do samego końca.


- Ma... - Blondynka próbowała zawołać rodzicielkę do pokoju, jednakże nie pozwoliło jej na to chore gardło co skomentowała ciężkim westchnieniem.
Dźwignęła się powoli z łóżka, czując uderzenie gorąca i zimne poty. Naciągnęła na siebie wiszący na oparciu łóżka gruby, pudrowo różowy sweter po czym powoli powędrowała do kuchni, gdzie zatroskana matka w skupieniu pracowała nad ulubioną zupą córki, mającą przy okazji właściwości lecznice.
Kobieta spojrzała na nastolatkę a w jej oczach czaił się narastający smutek.
- Powinnaś się położyć Juleczko.
- Wiesz że nie potrafię usiedzieć w miejscu. - Wychrypiała.
Zajęła miejsce przy niewielkim stoliku a łokcie oparła o jego blat. Przyglądała się rodzicielce badawczo, próbując zrozumieć jej zachowanie. - Powiesz mi co się dzieje, czy mam zgadywać?.
- Martwię się o ciebie, to się dzieje skarbie. - Odpowiedziała, zajmując miejsce naprzeciwko dziewiętnastolatki. Zerkając na nią ujęła delikatnie jej dłoń z matczyną czułością. - Nie powinnaś mnie tak oszczędzać swoim kosztem, jesteś przez to wykończona.
- Mamo, przecież jesteś chora. - Przypomniała jej. - Nie chcę żebyś męczyła się przez Alkę. Pamiętasz czym się skończyło to, jak nie miałaś inhalatora i poszłaś po nią do tej patologii?.
- Tak. - Przyznała coraz to bardziej zawstydzona.
- Właśnie mamo, o to mi chodzi. - Odparła podnosząc minimalnie głos, przez co musiała przerwać swoją wypowiedź na nagły atak kaszlu. - Gówniara w ogóle w domu?.
- Julcia nie mów tak o niej, proszę.
- A jak mam mówić o tej, która narobiła mi wstydu przed... znajomym?. - Ucięła w końcówce zdania, przed oczami kolejny raz mając zmartwioną twarz Bartka. Między innymi to ona była powodem jej zachowania wobec młodego piłkarza. - Próbowałam ją zrozumieć, nawet po odejściu ojca i młodego a ona co?! Nie próbuje nawet naprowadzić nas na swoje przemyślenia, poprosić o pomoc. Jedyne co potrafi to pakować się w kłopoty i niszczyć. Mamo! Ja się przez nią wstydzę chodzić po ulicach Krakowa bo krążące o niej opowieści to niekończąca plątanina zachowania jakiejś patologii!.
- Juleczko rozumiem cię doskonale ale spójrz na to inaczej. Ona jest młoda i musi się wyszumieć.
- Czyli jakbym teraz wyszła i wróciła pijana, obrzygana a za jakiś czas okazałoby się że z brzuchem to też byś powiedziała że muszę się wyszumieć?! Na pewno nie, powiedziałabyś "nie tak cię wychowałam" a jej odpuścisz, żeby nie zrobiła awantury tak?.
- Julia przestań!. - Zbeształa ją zniecierpliwiona pięćdziesięciolatka. - Nie w tym rzecz.
- A w czym?. - Zerknęła na matkę, oczekując od niej odpowiedzi, jednakże takowej się nie doczekała. - Super, czyli Alicja zawsze będzie boska a ja będę musiała chodzić na baczność. Wiesz co mamo?zawiodłam się na tobie. - Powiedziała to szczerze, patrząc jej w oczy i próbując z nich wychwycić jakieś emocje. Nic...
Niewiele myśląc, dźwignęła się z miejsca i poszła do pokoju młodszej siostry. Ta ubrana tylko w białą bieliznę, wyleczona z kaca i rzeźka akurat szykowała się na kolejną imprezę. Miała w planach spędzić wieczór tak jak poprzedniego wieczoru, czyli nic nie pamiętając. Nawet własnej tożsamości i uczuć.
Spojrzała na starszą siostrę a jej wygląd skomentowała wybuchem głośnego śmiechu.
- Z wyglądem ofiary na pewno nie zaruchasz. - Zadrwiła z niej, naciągając na patykowate ciało czerwoną sukienkę mini. W oczach starszej z sióstr Kubickich siostra wyglądała jak tania parodia seksapilu.
- W końcu za tobą już jest cały Kraków prawda?teraz planujesz najazd ze swoim gościnnym łonem na Stolicę?.
- Zamknij się! - Warknęła, unosząc w górę ściśniętą pięść. - Nie wtrącaj się w moje życie, może liczyłaś mi wszystko ha?!.
- Nie musiałam!Kraków robił to za mnie. - Uniosła głos dosyć boleśnie. - Wszyscy za ciebie nastawiają dupę!Mama, moi znajomi i nauczyciele a ty co?po odejściu ojca i Młodego zachowujesz się jak nawiedzony gimb, chcesz żebyśmy cię traktowali jak dorosłą?zachowuj się jak dorosła!. - Nie zwracając nawet uwagi na reakcję zbuntowanej szesnastolatki wróciła do swojego pokoju. Tam padła wściekła na łóżko, próbując powstrzymać w zarodku chęć destrukcji.
Nienawidziła jej... nienawidziła swojej siostry, którą powinna kochać i chronić przed złem całego świata. Nienawidziła matki komplikującej wszystko, byleby dogodzić młodszej córce i jej nie zdenerwować. Nienawidziła ojca i Młodego za opuszczenie jej i zostawienie wszystkiego na jej barkach. Jej negatywne emocje kumulowały się z każdą chwilą na myśl o jakiejkolwiek osobie nawet niewinnej, która nie potrafiła postawić się w jej sytuacji.
Nie znała życia tak jak ona...
Pozbywając się swoich obaw, sięgnęła z biurka komórkę. Przez długi czas siedziała z nią na łóżku myśląc na tym co napisać i nad tym, czy na pewno to zrobić. Mimo swych prób, obawy wciąż narastały.
Nie chciała aby Kapustka pomyślał, że jedynym czego potrzebuje jest jednostronna życzliwość a jedną z jej cech jest wrodzony egoizm.
Zagubiona w swym postępowaniu zignorowała kołdrę i rozłożyła się na łóżku a zmęczone spojrzenie utkwiła w białym, popękanym suficie. Czuła jak wszystko wymyka jej się spod kontroli.
Nawet ona sama...


~~~~~~~~~~ ♡ ♡ ♡ ~~~~~~~~~~


Zajmował jedno z siedzeń na trybunie Stadionu Cracovii przy ulicy Kałuży 1. Jego myśli zmierzały w niebezpieczne obszary podświadomości, wspomnień i pomysłów na odszukanie odpowiedzi na wiele trudnych pytań.
Nagle wyciągnął z kieszeni ciemnych jeansów telefon, w celu napisania krótkiej wiadomości, zawierającej w sobie tylko dwa słowa.



Bartek : Podejmuję wyzwanie.


Wysłał ten krótki tekst do Julii, jednakże szybko pożałował swojej decyzji. Mógł w oczach Julii narazić się na opinię desperata nie rozumiejącego powagi sytuacji, uparcie dążącego do celu. Nawet jeśli mogło się to dla niego skończyć źle.
Ku swojemu zaskoczeniu do jego uszu dotarł dźwięk nowej wiadomości, co przyjął wyjątkowo z radością a swoją odpowiedzią uraczyła go śliczna blondynka.


Julia : Walka?

Bartek : Do samego końca.

Julia : Ofiary?

Bartek : Dwie

Julia : Miejsce walki?

Bartek : Na pocztówce.

Julia : Nagroda? 

Bartek : Zobaczysz :) Podnosisz rękawicę?.



Podekscytowany czekał na każdą odpowiedź od tajemniczej dziewczyny, jakby jego apetyt rósł w miarę jedzenia a sama blondynka stawała się dla niego coraz bardziej oczywista. Odkrywał jej karty z radością niczym maleńkie dziecko odkrywające świat powoli.
Stało się... po długim czasie otrzymał odpowiedź brzmiącą następująco :


Julia : Challenge accepted.



~~~~~~~~~~ ♡ ♡ ♡ ~~~~~~~~~~

Kolejny rozdział już za nami a wraz z nim kolejna tajemniczna postać - Młody
Jak myślicie, kim on jest? :)
Rozdział... ech bez mojego komentarza :)

Co do rozdziałów... będą się one pojawiać rzadziej niż do tej pory, nie obiecuję systemateczności :(
Same rozumiecie - szkoła :)
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie :*
PS : Przepraszam za błędy ortograficzne i interpunkcyjne. Wciąż się uczę :)




wtorek, 30 sierpnia 2016

5.

Zmartwiona Amelia słysząc huk w bibliotece, przerwała wykonywaną przez siebie czynność jaką było wypełnianie nowych kart czytelniczych. Wstała od biurka, poprawiła gorączkowo swoją plisowaną sukienkę w kolorze wiśni i zmartwiona podążyła w stronę regałów książkowych.
Zszokowana stanęła w pół kroku, widząc przerażającą scenę na własne oczy. Na podłodze leżała nieprzytomna blondynka a przy niej książki, których nie zdążyła poukładać. Czując narastającą panikę podbiegła do swojej młodej pracownicy i nachyliła się nad nią, aby sprawdzić jej oodech i puls. W celu sprawdzenia tego drugiego, przyłożyła jej gorączkowo dwa palce w miejscu tętnicy szyjnej. Z ulgą wyczuła przyspieszony puls, dlatego złapała dziewczynę za ramiona i zaczęła nią delikatnie potrząsać.
- Halo Julia, Juleczko!. - Nawoływała zmartwiona.
Żałowała swojego wyładowania irytacji na dziewiętnastolatce, nie zauważając nawet jej stanu zabraniającego jej jakąkolwiek pracę a nakazywał jej spokojny wypoczynek.
Po chwili Kubicka odzyskała przytomność. Zaskoczona spostrzegła nad sobą zatroskaną biblioterkarkę a ku jej dziwieniu ona sama leżała pomiędzy regałami bibliotecznymi.
- Co się stało?. - Wyszeptała.
Próbowała wstać o własnych siłach, co już po pierwszym razie skończyło się fiaskiem. Dopiero po tym, jak oparła się o ramię staruszki mogła wstać z chłodnej ziemi.
- Straciłaś przytomność Julio. - Odpowiedziała grzecznie, obserwując podejrzliwie nastolatkę. - Dlaczego ty o siebie nie dbasz?jesteś chora, przemęczona... przecież od razu powinnaś iść z tym do lekarza!.
- Po prostu... uważałam że nie ma konieczności co do tego. - Bąknęła z zakłopotaniem.
Nachyliła się, aby pozbierać porozrzucane książki. Szybko pożałowała tego pomysłu ponieważ jego zwieńczeniem były kolejne zawroty głowy co nie uszło uwadze sześćdziesięciolatki.
- Wolałaś od wypoczynku mdlenie na oczach starszej kobiety?.
- Tyle że jak zrobiło mi się ciemno przed oczami, to nie widziałam przy mnie pani.
- Może nie... ale wciąż jestem starszą kobietą. - Dała na chwilę za wygraną. - Chodź na zaplecze, tam ci zrobię gorącej herbaty, coś do jedzenia a ty w tym czasie zadzwoń po taksówkę.
- Nie mam pieniędzy...
- Dam ci je!po prostu kiedyś odpracujesz mi te godziny tylko nie w ciągu najbliższego tygodnia, który spędzisz w domu.
"Tak, zostanę w domu. Dzięki temu będę miała czas na odbieranie Alki z melanży oraz robienie sobie wstydu na całą Europę plus Trynidad i Tobago" - Pomyślała z przekąsem nie wierząc, w jakim kierunku pnęło się jej życie. Czuła że już wystarczająco było ono zniszczone, jednak domyślała się iż los zawsze uwielbiał płatać figle.
Weszła do pomieszczenia średniej wielkości pomalowanego całościowo na żółto. Pod starym oknem z zaokrągloną górą stała wyświechtana, prosta kanapa okryta różnokolorowym pledem. Po prawej stronie mieściła się kuchenna meblościanka pamiętająca jeszcze lata dziewięćdziesiąte, posiadająca powierzchnię oklejoną jasno beżową tapetą.
W tym czasie, gdy pani Świątczak zaczęła przyrządzać skromne  nie mniej jednak pożywne kanapki, Kubicka wyciągnęła telefon z kieszeni jasnych jeansów. Po odblokowaniu, rozpoczęła poszukiwania potrzebnego jej numeru telefonu dzięki wi-fi w bibliotece.
- Halo?przepraszam?. - Słysząc znajomy głos jej serce podskoczyło do gardła.
Sądziła że po występkach młodszej siostry Kapustka się podda, nie chcąc ingerować w - według niej - chory i niepotrzebny ciąg zdarzeń. Wystarczyło tylko kilka godzin aby się dowiedzieć, jak bardzo się myliła.
Nie zważając na szepty dziewiętnastolatki, zaciekawiona staruszka wybiegła z pomieszczenia, aby móc obsłużyć czytelnika. Zdziwiona odkryła, iż tym "czytelnikiem" był nie kto inny jak młode objawienie Nawałki.
Na jego widok, kobieta uśmiechnęła się ciepło w jego stronę.
- Mogłabym w czymś pomóc?.
- Emmm... - Zaczął, drapiąc się gorączkowo po głowie. - Chciałbym coś wypożyczyć. - Zagadnął do kobiety z nieśmiałym uśmiechem, nie mając na celu pokazywania swojej bezpośredności. - Znajomi polecają mi książki Stephena Kinga i... chciałbym wiedzieć czy mają racje. - Wymyślił na poczekaniu a jego usta wykrzywił przekonujący kobietę uśmiech.
- Oczywiście... w takim razie ja założę panu kartę a panna Kubicka póki jeszcze jest w pracy, pomoże panu w dokonaniu wyboru. Julia!.
Główna zainteresowana skomentowała to ciężkim westchnieniem, poprawiła jasną grzywkę zasłaniającą jej prawe oko. Jak gdyby nigdy dołączyła do bibliotekarki, czując narastający stres. Nie miała śmiałości spojrzeć Bartkowi w oczy ponieważ jej oczy potrafiły za każdym razem zdradzać jej stan. - Polecisz panu Kapustce coś ze zbioru powieści Stephena Kinga?.
- Dobrze. - Odpowiedziała ze skromnym uśmiechem.
Podążyła w kierunku regału, nadtórym widniał niewielkiego rozmiaru szyld przywieszony do sufitu dzięki niewielkim łańcuchom. Widniało na nim "Fantastyka".
Zmęczonym wzrokiem wodziła po tytułach książek jednocześnie czując na sobie wzrok piłkarza, co potęgowało u niej poddenerwowanie oraz niosło za sobą skrępowanie.
Po chwili znalazła "Lśnienie" i wręczyła je Bartkowi z nieodgadnioną miną, przez co byli narażeni na chwilowy kontakt skórny z tą drugą osobą. Przypłacili to nieznanym ciepłem... przyjemnym ciepłem.
- Nie chcesz wypożyczać książki prawda?. - Zaczęła, gdy oboje patrzyli na siebie w skupieniu.
- Nie... czytałem tą książkę. - Wytłumaczył z delikatnym uśmiechem, przerzucając sobie książkę z ręki do ręki. - Chciałem z tobą porozmawiać o tym całym zajściu.
- Nie ma o czym. - Odparła z grymasem. - Takie moje życie... no co zrobisz?nic nie zrobisz cytując klasyk.
- Oczywiście Julka, masz rację!niech małolata chla i ćpa a ty w ogóle nie śpij i pracuj z chorobą. - Skomentował jej zachowanie zirytowany i bez pardonu dotknął jej - jak się okazało - rozpalone czoło. - Julli... twoje czoło to ogień.
- Gorąco jest... to dlatego.
- Tak możesz tłumaczyć swojej szefowej ale nie mi. Znam w pewnym sensie sytuację.
- Nie całkiem... może tak w dziesięciu procentach. - Odpowiedziała prowadząc go do biurka, przy którym starsza kobieta wypełniała nową kartę. - Pani Amelio to ta książka. - Odebrała na moment tom od bruneta, aby wyjąć z niego kartę z numerkiem. Podała go kobiecie z delikatnym uśmiechem.
- Proszę pani... zawiozę Julię do lekarza dobrze?. - Zagadnął nieśmiało do bibliotekarki, na co blondynka sprzedała mu kuksańca w ramię. - No i jeszcze mnie bije!. - Nagle oboje zaczęli się przepychać, jednakże ne był to akt agresji lecz wyglądało to jak dziecięca zabawa.
- Juleczko bądź grzeczna dla pana Kapustki. - Upomniała ją kobieta a młodzież jak w komedii na jej wzrok zakończyła swoją "walkę. - Jedź do lekarza i przywieź mi zwolnienie.
- Ja przywiozę. - Zgłosił się piłkarz, jak na złość Kubickiej.
- Kapi!. - Zbeształa go szeptem.
- No proszę!naprawdę miło z pana strony, tylko proszę się zająć moją pracownicą należycie.
- Będę najlepszym opiekunem na świecie. - Zaręczył, podnosząc dwa palce do góry. - Słowo harcerza!.
- Niech pani mu nie wierzy, ten człowiek wciąga kapustę nosem. - Opowiedziała z ironią.
Nie zważając na słowa Julki, kobieta w mgnieniu oka przyniosła jej skórzaną kurtkę i podała ją Bartkowi. Ten niewiedząc czemu z podekscytowaniem pomógł założyć okrycie wierzchnie młodej bibliotekarce, kolejny raz dotykając jej ciepłej skóry a jego nozdrza wypełnił zapach delikatnych perfum z nutą owocową oraz kremowego mydła. Woń dziewczyny na tyle go odurzyła, że na chwilę stracił kontakt z rzeczywistością. Słowa rozmawiających ze sobą kobiet odbijały się w tamtej chwili echem w jego podświadomości, jakby przeniósł się do innej krainy.
W pewnym momencie, Julka zaczęła machać mu przed oczyma. Zmrużonymi oczami obserwowała pomocnika Cracovii mającego głowę w chmurach.
- Idziemy?. - Spytała zniecierpliwiona.
- Jasne chodź. - Pobladłą blondynkę wyprowadził z budynku.
Poprowadził ją do zaparkowanego przed biblioteką Audi, uprzednio otwierając je z pomocą pilota. 
Wsiedli oboje w ciszy, zapięli pasy a Kapi spojrzał na swoją towarzyszkę z troską.
- To jak?jedziemy do przychodni. - Zwrócił swe oczy ku widokom zza przedniej szyby.
Po chwili przekręcił kluczyk w stacyjce, dzięki czemu został nagrodzony warkotem silnika. Był on dla niego jednym z najprzyjemniejszych dźwięków na świecie.
- Nie mogę... nie mam ubezpieczenia. - Oświadczyła mu, kolejny raz czując narastający wstyd a jej ciało zostało opanowane przez dreszcze co było wynikiem narastającej gorączki.
- Jak to?.
- W bibliotece jestem zatrudniona na umowę o dzieło.
- A twoi rodzice?.
- Mama ledwo mogła siebie ubezpieczyć do czasu wyleczenia choroby a ojciec... gówno mnie obchodzi ten sukinsyn!. - Warknęła poddenerwowana na myśl o ojcu, będącym dla niej wzorem zdrady i lekkomyślności.
- Jezu dziewczyno!. - Krzyknął głośno, przez co dziewiętnastolatka podskoczyła z przerażenia na swoim miejscu.
Poczuła się jak rodzicielka jeszcze w czasie jej toksycznego małżeństwa z Grzegorzem. Nie zamierzała do tego dopuścić.
- Jak masz się na mnie drzeć, to następnym razem nie przychodź nawet do biblioteki!. - Warknęła w odpowiedzi.
- Nie drę się na ciebie.
- To weź ten swój magiczny pilot i ścisz ton!.
- Dobrze, przepraszam Jula. - Dał za wygraną z westchnieniem. 
Każde z nich całą drogę milczało, aby nie powiedzieć żadnych obrażających tą drugą osobę słów. Bartek - z zakłopotania, Julia - ze złości, roztargnienia i panującej nad nią choroby potęgującą oba te uczucia.
W pewnej chwili, Kapi zaparkował elegancko pod jedną z krakowskich aptek i bez słowa wysiadł z auta. Szybkim krokiem wszedł do budynku a osłabiona dziewczyna patrzyła za nim bez słowa. 
Zwróciła oczy ku białej, okrągłej budowli. W jej wielkich oknach widniały plakaty propagujące zdrowy tryb życia oraz profilaktykę leczenia nowotworów różnego rodzaju przez co w ułamku sekundy ze zbolałą miną odwróciła głowę w stronę pustego miejca kierowcy. Jej ciężkie powieki pomimo niewygody oraz zimna wywołanego przeziębienie, zasnęła bez żadnych przeszkód a jedyne co zapamiętała to delikatną woń męskich perfum zmieszanych z żelem pod prysznic i pomarańczowego odświeżacza unoszącą się w powietrzu.

Wyszedł z apteki, trzymając w prawej dłoni reklamówkę pełną farmaceutyków. Od wyjścia jego wzrok padł na siedzącą w jego samochodzie piękną blondynkę, która mimo swojego stanu wciąż wywoływała u niego niezwykle intensywne emocje w tym szybsze bicie serca samym pojawieniem się w jego głowie. 
Julia akurat opierała głowę o szybę a jej długie, jasne włosy zarzucone były w tył. Nawet z daleka widział jej piękne, kuszące usta rozchylone jakby pragnęły słodkiego pocałunku a ich malinowy odcień przyciągał go jak magnez.
Wsiadł po jakimś czasie, próbując oczyścić umysł z jakichkolwiek fantazji, zapiął pas bezpieczeństwa po czym zerknął tęsknie na Kubicką, zauważając przy okazji drżenie jej drobnego ciała. Niewiele myśląc, ściągnął z siebie siwą bluzę. Po chwili nakrył nią towarzyszkę, która westchnęła sennie a na jej twarzy powstał skromny uśmiech.
- Gdybyś tylko tak się uśmiechała przy mnie ze świadomością... - Skwitował tęsknie szeptem mogącym nawet uśpić najbardziej energicznego człowieka swoją lekkością i słodyczą, pasującymi idealnie do jego słów.
Odjechał spod budynku, ciągle czując łączący ich magnez.


~~~~~~~~~~ ♡ ♡ ♡ ~~~~~~~~~~

Witam Was w ten piękny wieczór drugiego dnia września ;)
Znowu krótki rozdział a jego treść... ech (nie potrafię się wyzbyć tego uczucia że zawaliłam ech :) ) 
Jak tam w szkole? 
Od wczoraj zaczęłam naukę w nowej szkole a głównym zajęciem będzie... fizjoterapia :D 
Pierwsza zaleta... ilość godzin lekcyjnych dziennie, której maksimum to sześć :)
Pozdrawiam :) 
PS : Przepraszam za jakiekolwiek błędy, rozdział pisany na telefonie do czego nie jestem przyzwyczajona.


Życzę Wam miłego wieczoru :*
Pojutrze mecz z Kazachstanem czyli początek Eliminacji do Mundialu w Rosji... musi się udać <3